,,Dlaczego...?''
Krzysiu znowu zachorował. Aga biegała jak głupia i pomagała mu. Cały czas zadawała pytania typu ,,czegoś ci nie brakuje? lepiej ci już?''. Krzysiek jednak czuł się coraz gorzej. Miał wysoką gorączkę, która nie spadała. Cały czas kaszlał, wymiotował, bolała go głowa i brzuch. Nie wiadomo było co to za choroba.
Mijały sekundy, minuty, godziny, a stan Krzysztofa nie polepszał się.
-Nie wiem co mam zrobić. Dzwonię po karetkę!
Chwyciła za telefon i wpisała szybko numer.
Po 15 minutach przyjechała karetka. Na polu było bardzo mroźno... W końcu to sroga zima. Lekarze szybko wnieśli chłopaka do ambulansu.
-Mogę jechać z wami?- zapytała Agnieszka.
-Niestety, ale nie.
-Ale dlaczego? Zawsze można było?!- upierała się Aga.
-Chcesz, żeby twój kochaś zginął? To nas nie zagaduj i pozwól pracować!- zdenerwował się doktor.
-Dobrze... a mogę chociaż wiedzieć gdzie go wieziecie?
-Do Tarnowa.
-Okej. Jedźcie bezpiecznie.
-Zrozumiano, do zobaczenia.
-Trzymaj się Krzysiu!- wydała ostatnie tchnienie przed zamknięciem drzwi do karetki. Jej ukochany nie odzywał się, nie reagował na żadne wezwania. Zachowywał się jak nieżywy.
Aga była zdruzgotana cała tą sytuacją. Bała się o Krzysia. Wsiadła w samochód. Pojechała jednak inną drogą do szpitala i przez to nie ujrzała co się stało po drodze.
Gdy weszła do szpitala zauważyła tłum lekarzy, którzy siadają do ambulansów. Podeszła do recepcji. Usłyszała rozmowę pielęgniarki.
-Dobrze... Tak już jadą trzy karetki na Lwowską... Zderzenie erki jadącej z chorym... Aha, tak... Dobrze już szykujemy miejsce na salach.
-Przepraszam. Czy to jest ta karetka, w której jechał taki wysoki lekarz, z brązowymi włosami, co ciągle pyskuje?
-Dr. Nowak. Tak to on. A o co chodzi?
-No bo...-zaczęła Agnieszka, ale przerwał jej dzwonek telefonu.
-Przepraszam, halo? Jeden zmarł w karetce....Krzysztof...E..No może zapamiętam. Powiadomić rodzinę? Okej dobrze... Pa.
Aga zamarła.
-Przepraszam nic pani nie jest?
-Nie... i nie musi pani zawiadamiać rodziny tego zmarłego.
-Muszę, to mój obowiązek.
-Nie musi pani, obiecuję.
-Dobrze. To do widzenia.
-Żegnam.
Agnieszce załamał się cały świat. Miała ochotę pójść do baru i uchlać się do nieprzytomności, ale to nie było w jej stylu. Ona przecież nie piła. Musiała sięgnąć po inny sposób, coś czego nikt by się po niej nie spodziewał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz