,,Dzień, który zmienił moje życie...''
-Gdzie ty idziesz?- zapytała ledwo otwierając oczęta.
-Ja? D-d-d-do pracy się wybieram...
-Przecież ty nie pracujesz.
-N-n-n-n-no bo ja już mam pracę!-powiedział dość mało przekonującym głosem.
-Serio? Jaką?
-No taką, że ja muszę wyjechać...
-Jak to wyjechać? A kiedy wrócisz?
-Wrócę w przyszłości. Czekaj tu na mnie. Ja...wrócę...Nie poddam się...Przeżyję...wrócę...
-O czym ty mówisz? Na wojnę jedziesz?
-Nie...-i wstał. Był rozkojarzony, nie wiedział co ma ze sobą zrobić.Szedł ku drzwiom. Nagle odwrócił się-Iza. Kocham cię. Pamiętaj o tym...- i pocałował ją.
-Też cię kocham...
-Żegnaj...
I wyszedł. Tak po prostu. Znikł jak niby nic się nie stało, lecz Iza czuła coś innego. Właśnie zawalił jej się cały świat. Nie widziała kiedy jej ukochany wróci, ani gdzie się udał...
Weronika zaś była na lekcji baletu. Bardzo się jej to podobało. Mogłaby tam zostać na wieki. Nawet nie wiedziała, że posiada taki wielki dar i talent. Dowiedziała się właśnie, że ma wystąpić na jednym z przedstawień. Była taka szczęśliwa, ale pech dał, że złamała nogę.
O tym nieszczęściu jako pierwsza dowiedziała się Agnieszka. Zdezorientowana zadzwoniła do Madzi, alby ta pojechała z nią do szpitala.
-Jesteś Aguś! Co się dzieje z Werą?- zapytała na szpitalnym korytarzu.
-Złamała nogę...
-Ha ha ha! Co za ciapa!
-Co powiedziałaś?
-Oj Oj Oj! Ale biedaczynka...
-No ja myślę...- rzekła Aga. Chwilę potem zadzwonił telefon Magdaleny.
-Haloooo?... Klaudiusz? Jej jak się cieszę, że zadzoniłeś!... Przyjechać?Nieee...w domciu mnie nie ma...A w szpitalu!...Nie no mi nic nie jest!... Ciapa Wera nogę złamała!
-Magda!- krzyknęła Agnieszka.
-Sorki,sorki...Kochana Weronika nogę złamała... No...No...No...pa. Buziaczki, całuję paaaaa!.
-Ej Madziu, Madziu...- no co ?
-Nic.
Zunia zbierała się teraz alby pójść do kościoła. Musiała pomodlić się za swojego ukochanego, aby nic mu nie było.
Gdy znalazła się na miejscu zasiadła w ławce. Pomodliła się chwilkę, a potem postanowiła zamówić mszę. Nie wiedziała jednak gdzie jest ksiądz. Przed nią siedziała zakonnica. Pomyślała, że może ona jej pomoże.
-Szczęść Boże!
-Witaj drogie dziecko.
-Klaudia?
-Iza?
-Jejku jak ja cię dawno nie widziałam!
-Ja ciebie też.
-Ty zakonnicą?
-Owszem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz