,,Zakon''
-Dziecko wiem, że jesteś dorosła, ale tak się upić to szczyt wszystkiego!
-Ale mamo...!
-Nie przerywaj mi jak mówię!
-Grrr.....- zamruczała coś pod nosem.
-Nie możesz być taką zwykłą nastolatką, która ma tylko za zadanie pić alkohol, czy tam ćpać!
-Mamo! Ja przecież i tak jestem inna...
-Ha! Dobre.. uśmiałam się do łez...- uśmiechnęła się matunia.- Nie o to mi chodzi...
-To o co...?
-Wiesz, poszłam wczoraj do sklepu i rozdawali takie ulotki...- i podała jej kartkę.
Na środku widniał napis ,,SZUKAMY DZIEWCZYN DO SZKOŁY BALETOWEJ''
-,,Ha... Dobrze się zaczyna''- pomyślała ironicznie dziewczyna i czytała dalej.
,,ZAPRASZAMY WSZYSTKIE NASTOLATKI, KTÓRE PRAGNĄ SŁAWY W WIEKU OD 15 DO 20 LAT. LEKCJE SĄ NIEDROGIE, KOSZTUJĄ ZALEDWIE 30 ZŁ MIESIĘCZNIE.''
-,,Rzeczywiście niedrogie, może się skuszę''- zaśmiała się.
,,LEKCJE ODBYWAJĄ SIĘ W KAŻDY CZWARTEK I PIĄTEK W PRYWATNEJ SALI GIMNASTYCZNEJ NA UL. KOCHANOWSKIEGO 12 W TARNOWIE.''- o oczywiście pod tym oświadczeniu, podpis.
-I jak Weroniko? Zgadzasz się ?-zapytała mama.
-A czemu miałabym się niby zgodzić?
-No błagam cię córeczko!
-Okej... przemyślę...-powiedziała i pobiegła do swojego pokoju.
Tym czasem w domu Gabrieli i Piotra był wielki rumor i hałas. Czemu? Gdyż wszyscy pakowali ostatnie potrzebne im rzeczy na wakacje.
-Ach, jak tylko pomyślę o tych pięknych palmach, błękitnym morzu i...- marzyła Gabrysia.
-...tak, tak. Włochy to rzeczywiście przepiękne miejsce, ale nie marz tak! Pacz co zrobiłaś z moją koszulką!-krzyczał Piotr, gdyż zauważył, że Gabi zatrzymała gorące żelazko na jego ulubionej części garderoby.
-Przepraszam misiu! Odkupię ci ją...
-Ta nie odkupisz mi rzeczy, którą dostałem od mojej ukochanej N....-i powstrzymał się.
-N....co?! -zapytała zaskoczona Gabrysia.
-Yyyy... Nadia. Moja mama to Nadia. Ale, że umarła no to nie mówię mama tylko Nadia, żeby nie przypominać sobie o niej.
-Ale przecież twoja mama żyje?!
-Serio?
-Noo... przecież jest we Włoszech i właśnie do niej jedziemy na wakacje?!
-A no też fakt...
-A tak w ogóle twoja mama to Anastazja, misiu...-powiedziała załamana dziewczyna.
-A no tak... Zapomniałem...
Kilka godzin później wyruszyli w podróż.
Klaga natomiast leżała na więziennym łóżku.
-Zimno tu. Poproszę o koc, może mi pożyczą...- podeszła do krat i zapytała policjanta.-Przepraszam, czy mógłby pan pożyczyć mi koc?-Tak oczywiście!- i rzucił jej przez kratki malutką ścierkę.
Nie była ona nawet czysta. Szara, brudna szmata...
-Nie wytrzymam tu dłużej...- powiedziała sobie w myślach.
Nagle oświeciło ją. Zapragnęła czegoś niespodziewanego... czegoś takiego, czego nikt by się po niej nie spodziewał... Klaudia zatem postanowiła pójść do zakonu, po jej wyroku.Wiktoria za to postanowiła iść do pracy.
-Miłosz, a co ty o tym myślisz?
-Wydaję mi się, że to bardzo dobry pomysł.
-Dziękuję ci. To ja idę na tą rozmowę kwalifikacyjną.
-Życzę ci szczęścia.
-Nie dziękuję- powiedziała zadowolona i wyszła.
Gdy była już w banku zasiadła przed biurem dyrektora i czekała aż ją zawezwie.
Minęła godzina. Nikt nie otworzył jej drzwi.
-,,Może go nie ma..''- pomyślała. Miała już wstawać, ale nagle drzwi zostały otwarte.
-Witam. Henryk Mągoł.
-,,Hahahahaha''- pomyślała Wiktoria.- ,,Boskie nazwisko!''. Nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu ale jednak musiała to zrobić.
Weszli do środka.
-A więc, chcę pani tu pracować, tak?- zapytał dyrektor.
-Owszem.
-Opowiedz coś o sobie-zaproponował mężczyzna.
-No to jestem Wiktoria. Mam prawie dwadzieścia lat...
-Dwadzieścia? I ty myślisz, że ja przyjmę taką sik*ę jak ty?
-Wypraszam sobie!- powiedziała zdenerwowana dziewczyna.
-Przepraszam. Uniosłem się. No to może jednak panią przyjmę?
-Nie wiem, czy będę chciała pracować z takim mągołem jak pan...
-No weź... Dziewczyno, nie daj się prosić...
-Dobrze, zgadzam się.
-Ale zanim zacznie pani tu pracować, musi pani iść na staż.
-A płatny chociaż?
-Tak.
-Dobrze zgadzam się.
-No to w poniedziałek na lotnisku. Tu jest bilet.
-Ej hola! Jaki bilet? Jakie lotnisko?
-No leci pani na staż?
-Ale on nie jest tutaj?
-Nie w Nowym Yorku.
-Acha... to ja jeszcze to przemyślę. Do widzenia.
-Do zobaczenia, proszę panią.- powiedział szef. Przerażona dziewczyna wybiegła szybko i zaczęła się głowić co ma zrobić. Nie chciała wyjeżdżać i zostawiać jej ukochanego. Ale chciała też zdobyć pracę, o której zawsze marzyła. Zadzwoniła więc do Kasi.
-Hej Kasiu.
-Cześć!
-Co tam u ciebie?
-A nic. Tylko Jaś mi się oświadczył!
-Serio! To fantastycznie. A teraz kolej na mnie. Mam pytanie.
-Dajesz.
-Dostałam pracę, ale muszę jechać na staż do Nowego Yorku. Nie wiem co zrobić. Nie chcę opuszczać Miłosza, ale za to chcę dostać tą pracę. Tak bardzo o niej marzyłam.
-Zapytaj Miłosza jakie jest jego zdanie.
-Dobrze, dziękuję za radę. Miłego dnia!
-Siemanko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz